Wykrywanie kłamstwa kiedyś

Próba ognia

Żyjąc w cywilizowanym świecie, kuriozalnym byłoby założenie, że oskarżając kogoś o kłamstwo, pod uwagę bierzemy chłostę, tortury czy użycie próby ognia dla szybszej deklaracji oskarżonego. Historia jednak zna takie przypadki.

Najbardziej brutalne metody stosowane były w średniowieczu – na dworach praktykowano rozwiązania, w których podejrzany nosił rozżarzone do czerwoności pręty na odległość dziewięciu kroków, bądź przechadzał się po ognistym podłożu. Założenie było proste – jeśli człowiek wychodził z tej próby bez szwanku, oznaczało, że Bóg ma go w swej opiece i nie dopuścił się on kłamstwa.

Próba miecza

W czołówce wykorzystywanych metod znajdziemy również próbę miecza, który rozpalony do czerwoności, przykładany był do języka ofiary. Jeżeli przywierał do niego, dawał świadectwo kłamstwa oskarżonego, jeżeli nie – wypuszczano więźnia, wierząc w jego prawdomówność. Bazując na dziś dostępnej wiedzy o fizjologii naszego ciała, wiemy, że suchość języka to reakcja nie tylko na strach przed nakryciem konfabulacji, lecz również stres, którego z pewnością doświadczał każdy poddany temu testowi.

Metoda wody

Kłamców często traktowano na równi z wiedźmami, dlatego metodę wody stosowano w obu tych przypadkach. Wybrańca zamykano w worku, wiązano i wrzucano na dno zbiornika wodnego – jeśli tonął, był prawdomówny, jeśli wypływał – wieszano go na drzewie po wyłowieniu. W naszym odczuciu wśród tych pomysłów panował brak logiki i chęci uratowania któregokolwiek z poddawanych testowi.

Pomysłowość kolejnych pokoleń mimo, że mniej zabójcza, to równie nieskuteczna. Próby przewidywania skłonności do kłamania na podstawie kształtu czaszki (frenologia), czy stosowanie psychoaktywnych substancji na ludziach zwanych serum prawdy były jedynie migawkami wśród metod wykrywania kłamstwa momentalnie zakazanymi bądź wycofanymi z obiegu. Niemniej jednak w swojej chwilowej popularności zdążyły odebrać życie niejednemu istnieniu.

Współcześnie najskuteczniejszą i humanitarną metodą wykrywania kłamstwa jest ta zaproponowała przez prof. Paula Ekmana – amerykańskiego psychologa, który całe życie poświęcił na potwierdzenie swoich teorii. W jego opinii to nasza twarz jest obrazem prawdy i kłamstwa, które zawiera, a odczytać je możemy, znając podstawowe założenia mikroekspresji.